Serbski sokół (1981)

tytuł org. Banović Strahinja

produkcja: Jugosławia / RFN

reżyseria: Vatroslav Mimica

scenariusz: Aleksandar Petrović, Vatroslav Mimica

obsada: Franco Nero, Dragan Nikolić, Sanja Vejnović, Rade Šerbedžija, Gert Fröbe.


W roku 1389 rycerstwo serbskie zostało doszczętnie rozbite przez wojska osmańskie w bitwie na Kosowym Polu, ale już rok wcześniej „serbski sokół” Banović Strahinja rozpoczął swoją wojnę z Turkami. Gdy pewnego dnia muzułmańscy bandyci ograbili jego posiadłość i wymordowali jego ludzi, on stanął przed trudną próbą, w której swój rycerski honor musiał przeciwstawić okrutnemu prawu. Naród przygotowywał się do bitwy z sułtanem, więc marnowanie sił na prywatną zemstę nie miało sensu, ale było coś, co nie pozwoliło dzielnemu bohaterowi zapomnieć tej zniewagi. Przywódca bandytów, Vlah Alija, porwał jego żonę Anđję, więc rycerz postanawia wyruszyć w pościg. Ojciec porwanej kobiety, Jug Bogdan, odmawia pomocy, uważając córkę za straconą. Bo jeśli jest wierna mężowi to powinna popełnić samobójstwo. Jeśli tego nie zrobi, jest cudzołożnicą i w takiej sytuacji świętym obowiązkiem męża jest ją oślepić.

Kto grzeszy, ten wkracza w ciemność i nie potrzebuje oczu. Niech patrzy oczami duszy.

Omawiana produkcja to dzieło Chorwata Vatroslava Mimicy, opowiadające o bohaterze serbskich poematów epickich. Banović Strahinja w rzeczywistości nie istniał pod takim imieniem, ale dla Serbów stał się symbolem cnót rycerskich, walczącym nie tylko z uzbrojonym wrogiem, ale i czymś potężniejszym – uświęconą tradycją, która w oczach szlachetnego rycerza wygląda jak narzędzie diabła, nie mające wiele wspólnego z chrześcijańskimi wartościami. Gdy rycerstwo upadło, świat pogrążył się w chaosie i trudno było już znaleźć kogoś, kto stanąłby po stronie człowieczeństwa w opozycji do bezdusznych reguł prawa. Scenariusz Aleksandara Petrovicia i Vatroslava Mimicy łączy historię o wielkim znaczeniu narodowym z kameralnym portretem udręczonego bohatera, ale inspirowany jest także amerykańskim westernem Poszukiwacze (1956) w reżyserii Johna Forda.

W trakcie realizacji filmu Serbia i Chorwacja współtworzyły jedno państwo, Jugosławię, ale film wyprodukowały obie strony – serbska wytwórnia Avala Film i chorwacka Jadran Film przy współudziale niemieckiego kapitału. Nie ma to jednak wielkiego znaczenia, gdyż problemy przedstawione w filmie są uniwersalne: konflikt jednostki z systemem, trudności w zrozumieniu natury ludzkiej, różnie pojmowane pojęcia honoru, sprawiedliwości i zdrowego rozsądku. Filmowcy piętnują dawne zwyczaje, ale też wiele mówią o współczesności – o tym, że ludzka psychika niewiele się zmieniła od średniowiecza. Czasy tyranii, barbarzyństwa i terroru najwidoczniej okazały się niewystarczającą lekcją.

Mocny przekaz znakomicie współgra z sugestywną oprawą wizualną, której celem jest ukazanie świata jako królestwa ciemności. Obraz nie jest wprawdzie skąpany w mroku aż do przesady, ale utrzymany jest w zimnych barwach z dobrze wykorzystaną surową scenerią żupanii karlowackiej, w tym zamku Ribnik i jego okolic. Do wizualnych aspektów niezbędnych w tego typu historii należą również sceny przemocy. Szczególnie niezapomniany jest fragment, w którym jeden z bohaterów zostaje nabity na pal. To kara często stosowana przez Turków i jedna z najokrutniejszych w ogóle, bo agonia wydaje się nie mieć końca. Rozstrzygający pojedynek między głównymi antagonistami też robi ogromne wrażenie. Trwa około siedmiu minut i widać, że wymagał wiele wysiłku od aktorów.

Swoją wyprawę tytułowy bohater podsumowuje słowami: „Jakich ludzi mam się bać, skoro przeżyłem piekło?”. I chociaż tę rolę zagrał Franco Nero, to odtwórca roli „diabła” okazał się największą gwiazdą filmu. Dragan Nikolić wcielający się w postać „anatolijskiego szatana” zdobył za swój występ nagrodę dla najlepszego aktora na festiwalu filmowym w Puli. Świetny jest również Rade Šerbedžija w roli szalonego derwisza z jataganem. Ten aktor zrobił zresztą karierę międzynarodową – widzowie z pewnością pamiętają go jako Borysa Brzytwę w Przekręcie (2000) Guya Ritchiego oraz z wyrazistych epizodów. Niemniej jednak, najbardziej znani aktorzy z obsady filmu – Franco Nero w roli szlachetnego giaura i Gert Fröbe w roli wielkiego księcia – także nie zawiedli oczekiwań. Należy jednak podkreślić, że odgrywali swoje role tylko twarzą, gdyż głosy zostały zdubbingowane przez jugosłowiańskich aktorów.

Na wspomnianym festiwalu w rzymskim amfiteatrze w Puli nagrodzono jeszcze kompozytora, Alfiego Kabiljo. Decyzja, z którą trudno polemizować, bo muzykę ten film ma wybitną. Głęboko poruszająca partytura z użyciem chóru mieszanego i instrumentów dopasowanych do regionu i czasów, zawierająca motywy południowosłowiańskie i tureckie. Nie bez znaczenia jest również to, że motywem głównym jest piękna nastrojowa melodia, która brzmi niemal jak Ennio Morricone. Miłośników włoskiego kina gatunkowego, którzy z pewnością odwiedzają ten portal, może zainteresować informacja, że mistrzem od charakteryzacji był na planie Massimo De Rossi, mający w dorobku m.in. Revolver (1973) Sergia Sollimy, Czterech jeźdźców Apokalipsy (1975) Lucia Fulciego i The Big Racket (1976) Enza G. Castellariego.

Banović Strahinja Vatroslava Mimicy znalazł się na ogłoszonej przez Jugosłowiańskie Archiwum Filmowe wyliczance 100 serbskich filmów stanowiących dziedzictwo kulturowe. Ta lista to prawdziwa kopalnia złota dla tych, którzy chcą poznać kino z tego regionu. Omawiane dzieło jest jednak produkcją już zapomnianą, a niniejsza recenzja jest być może jedyną pełnoprawną recenzją tego filmu udostępnioną w sieci. Jugosłowiańskie kino zazwyczaj nie sięgało po średniowieczne fabuły, dlatego ten film się wyróżnia, poza tym zrealizowany jest w formie ekscytującego widowiska przygodowego z motywami zemsty, honoru i buntu przeciwko świętym regułom prawa (znamienne słowa wypowiedziane przez protagonistę: „Jej grzech jest mi droższy niż wasza świętość”). W Związku Radzieckim film otrzymał tytuł Prawo miłości i dobrze oddaje on treść dzieła, bo w gruncie rzeczy mamy tu do czynienia z moralitetem o sile miłości, w którym uczucie do kobiety góruje nad patriotyzmem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *