Blue Monday: Blonde Ambition (1981)

„Jeśli podobało wam się Głębokie gardło i Deszczowa piosenka, to pokochacie Blonde Ambition” – tym buńczucznym hasłem reklamował przed laty dzieło Johna i Lema Amero dystrybutor. Jeśli jednak jesteś pewien produktu, który masz do sprzedania, pycha niekoniecznie musi być grzechem. Tagline bowiem nie był kłamliwy: Blonde Ambition to pornograficzna komedia stworzona z pasji i miłości do klasycznych musicali z lat 40. i 50. Bracia Amero, duet filmowców-gejów, rozpoczęli realizację swojego projektu już w okolicach 1976 roku, ale jego domknięcie zajęło im blisko pięć lat: scenografia, kostiumy, oświetlenie, montaż — każdy detal miał znaczenie.

Bohaterkami filmu są siostry Kane (Suzy Mandel, Dory Devon), urocze i niekoniecznie utalentowane szansonistki z baru w Wyoming. Dziewczyny pewnego dnia otrzymują angaż w nowojorskim klubie. Dzięki uprzejmości brytyjskiego milionera Stephena Carlisle’a III (Eric Edwards), tancerki udają się w podróż do Wielkiego Jabłka prywatnym odrzutowcem. Na miejscu okazuje się jednak, że żadnego kontraktu nie ma i nigdy nie było. Niezrażone porażką siostry postanawiają zadbać o rozwój swych karier na własnych zasadach.

W momencie premiery Blonde Ambition było już zaledwie łabędzim śpiewem Złotej Ery Porno: ambitna produkcja zrealizowana na taśmie filmowej, w czasach gdy biznes zwijał powoli manatki i przenosił się na rynek VHS. Twórcy do swego przedsięwzięcia pozyskali gwiazdorską obsadę (Jamie Gillis, Robert Kerman, Wade Nichols) i sprawdzonych zawodowców z dziedzin zdjęć (Roberta Findlay), projektowania kostiumów (Alexis del Lago), scenografii (LaRue Watts) i choreografii (partnerka Boba Fosse’a Mary Ann Niles). Dzięki ich staraniom kolejne kadry obrazu wręcz krzyczy: to dzieło ludzi, którzy kochają klasyczne Hollywood każdą cząstką swego jestestwa.

W obliczu energii jaką emanuje Blonde Ambition, na dalszy plan schodzi miałka fabuła, która i tak z założenia miała być ledwie pretekstem dla ciągu gagów i sytuacji frywolnych. Sceny seksu wplecione są w narrację w sposób naturalny, ich obecność jest w pełni organiczna, bez zbędnego przeciągania, za to z dużą dozą inwencji (jest nawet psychodeliczna scena masturbacji pod prysznicem). Płynie to lekko i z wdziękiem, humor jest przaśny, ale nawet największy maruda uśmiechnie się pod nosem przy okazji finałowego szaleństwa w przybytku dla transwestytów czy w trakcie kręcenia historycznego pornosa pod batutą ekscentrycznego wizjonera granego przez Gillisa

Slapstick, wodewil, wytryski na pośladki, ukłony względem Howarda Hawksa czy parodiowanie Przeminęło z wiatrem (1939) — Blonde Ambition to idealny i przystępny w odbiorze przykład tego, czym była pornografia w czasach swej świetności. Anarchiczną w duchu branżą, która stanowiła pole do popisu dla wyrzutków i pasjonatów. A Suzy Mandel i Dory Devon to rozkoszne, bo obdarzone wyjątkową vis comica, przewodniczki po tym dawno już pogrzebanym świecie. Wyobraźcie sobie, że Mel Brooks działał w podziemiu XXX — Blonde Ambition byłoby zapewne jego ukochanym dzieckiem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *