Blue Monday: Neon Nights (1981)

Nastoletnia Sandy (Lysa Thatcher) ucieka z domu po tym, jak chłopak jej matki zaczyna się do niej dobierać. Dziewczyna udaje się w podróż śladem jej siostry bliźniaczki, do Nowego Jorku. Eskapada obfitować będzie w przygody, a jej zwieńczenie w wielkim mieście przyniesie uciekinierce konfrontację z jej ukrytymi pragnieniami.

Dzieło fachowca z branży XXX Cecila Howarda (m.in. kultowe ejtisowe pornosy „z górnej półki” Foxtrot [1982] i Firestorm [1984]) to gatunkowy misz-masz najlepszego sortu, jakkolwiek banalnie by to nie zabrzmiało. Howard filmuje na taśmie 35 mm, posiłkuje się mieszanką syntezatorowych (w ruch idzie nawet theremin) dźwięków i zgrabnego pop-funku, akcję osadza w stylowych wnętrzach. Wygląda to wszystko jak milion baksów i cieszy oko nawet wówczas, gdy łóżkowe figle balansują na granicy dobrego smaku.

Startujemy wszak sceną fistingu w wykonaniu należycie sleazowatego Jamiego Gillisa. Zaraz potem aktor dobiera się do swej pasierbicy o wywołującym opad szczęki ciele Thatcher. Finał zaś przynosi rozwiązanie przełamujące jedno z najpoważniejszych tabu. Po drodze mamy seksualne perypetie, w które uwikłani są Eric Edwards (The Mistress [1982], Summer Camp Girls [1983]), słodki rudzielec Veronica Hart (Pandora’s Mirror [1981]) i Kandi Barbour (California Gigolo [1980]).

Podstawę tej uczty zmysłów stanowi zaś scenariusz autorstwa Anne Randall, stałej współpracownicy, a w życiu prywatnym małżonki Howarda. Scenariusz zręcznie przeskakujący między konwencjami, łączący opowieść o dojrzewaniu, komedię erotyczną, psychodelię i suspens. Pomysły, które wydawałyby się kompletnie niedorzeczne, jak wątek magika (Jake Teague), który wykorzystuje swe paranormalne zdolności do zbałamucenia bohaterki, o dziwo pasują tu jak ulał. W sprawnych rękach farsa i powaga okazuja się iść ze sobą doskonale w parze.

Pod koniec Howard skręca już w rejony dusznego, mistycznego porno spod znaku Rogera Watkinsa czy Shauna Costello. I doprawdy niewiele brakowało, by Neon Nights mogło ze swym „uduchowionym” podszyciem aspirować do miana arcydzieła gatunku. Zabrakło mimo wszystko zdecydowania w kwestii jednoznacznego kierunku, jaki twórca chciałby obrać. Pod względem audiowizualnym jest to jednak zdecydowanie jedna z najciekawszych, najbardziej stymulujących pozycji z czasów zmierzchu pornobiznesu w jego wydaniu szlachetnym.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *