Cité Obscure: Życie na gorąco (1990)
Ktoś, kto startuje (po drugiej stronie kamery, ma się rozumieć) takim filmem jak Swobodny jeździec (1969), w zasadzie skazany jest na status legendy. Dennis Hopper konsekwentnie pielęgnował własny wizerunek buntownika i wyrzutka, z czasem coraz bardziej niezależny od jego mitu jednego z filarów Nowego Hollywood, a oparty głównie na ekscentrycznych występach filmowych i prywatnych wyczynach narkotykowych, ale w kwestii osiągnięć reżyserskich nigdy nie zdołał przebić swojego debiutu. Kolejne jego dokonanie, naćpany po czubki uszu współczesny psylocybinowy western Ostatni film (1971) był spektakularną klęską, po której Hopper na całą dekadę dał sobie spokój z reżyserią. Powrócił udanym dramatem społecznym Jak grom z jasnego nieba (1980) i nieco rozruszał się w kolejnych latach, realizując policyjne kino Kolory (1988), dziwaczną komedię kryminalną Zlecenie (1990) i wreszcie neo-noirowe Życie na gorąco (potem jeszcze był luźny remake Ostatniego zadania [1973] z Eriką Eleniak zakutą w kajdany w miejsce Randy’ego Quaida pod tytułem Eskorta [1994], ale to już pozycja, o której wypada wspomnieć jedynie z kronikarskiego obowiązku).
Życie na gorąco to ekranizacja powieści Charlesa Williamsa pt. Hell Hath No Fury. Williams był płodnym i cenionym autorem kryminałów (na podstawie innego jego utworu powstała głośna Martwa cisza [1989]). Hell… planowano przenieść na ekran już w latach 50., niedługo po ukazaniu się książki na rynku, a do roli głównej typowano Roberta Mitchuma. Projekt nie doczekał się ostatecznie realizacji, ale zachował się scenariusz, który wpadł w ręce Hoppera. Aktor i (tutaj tylko w tej drugiej roli) reżyser uznał, że to wyśmienity materiał na rozerotyzowane kino noir, jak sam to określił – „Ostatnie tango w Teksasie”.
Zamiast Mitchuma mamy ostatecznie Dona Johnsona, jednego z największych gwiazdorów kończącej się właśnie dekady. Wciela się on we włóczęgę, klasyczny przypadek „człowieka znikąd”. Harry Madox ma za sobą jakąś szemraną przeszłość, na tyle mętną, że na przeczekanie idealnie odpowiada mu posada sprzedawcy samochodów w zabitej dechami dziurze w Teksasie. Jest przy tym przystojny i bystry, więc szybko przyciąga uwagę lokalnych piękności. Harry’emu podoba się młoda współpracownica (Jennifer Connelly), ale oko ma na niego również żona jego szefa Dolly Harshaw (Virginia Madsen), kobieta łatwa, a zarazem niezwykle przebiegła i wyrachowana.



Mamy zatem trójkąt miłosny, z czasem do stawki dochodzą jeszcze zrabowane z banku pieniądze, szantaż oraz zbrodnia. Wątków jest wręcz za dużo, co przekłada się na dość spory metraż (ponad dwie godziny) dzieła. I to właśnie pod kątem tempa narracji i suspensu obraz Hoppera kuleje najmocniej. Gdzieś w połowie akcja zaczyna się nieco wlec, a cała poboczna intryga z redneckiem-szantażystą granym przez Williama Sadlera nadaje się do wyrzucenia do kosza.
To jednak tylko takie narzekanie z punktu widzenia niedzielnego odbiorcy, bowiem przeciętny miłośnik noirowych klimatów z radością przytuli całą tę opowieść. Na pierwszym planie mamy pospolitego oprycha o byle jakich manierach, któremu kibicujemy głównie z braku lepszej opcji. Jest parny klimat Południa, który idzie w parze z moralnym tumiwisizmem postaci. Jest wreszcie przewrotny finał, w którym chciwość i pożądanie zostają ukarane w wyjątkowo perfidny sposób. Wszystko zatem na swoim miejscu.
Podobnie jak w przypadku powstałego w tym samym okresie Zlecenia Hopper zebrał na planie gwiazdorską obsadę. Z Johnsonem pracowało mu się w miarę nieźle, choć narzekał też na jego nawyki primadonny (aktor z kolei był niemile zaskoczony brakiem profesjonalizmu twórcy). Connelly jest tu w momencie tranzycji z pozycji aktorki dziecięcej do pełnowymiarowej kariery i na tę okazję zrzuca z siebie w pewnym momencie przyodzienie. Madsen z kolei całkiem przekonująco prezentuje się jako podła femme fatale. Na dalszym planie wyraziste kreacje tworzą specjaliści od ról charakterystycznych: Jerry Hardin, Charles Martin Smith, Barry Corbin i stały współpracownik Davida Lyncha Jack Nance.
Na osobną wzmiankę zasługuje w tym przypadku soundtrack skomponowany przez Jacka Nitzsche, do którego nagrania pozyskano takie tuzy jak John Lee Hooker, Miles Davis i Taj Mahal. Feeling muzyczny pierwsza klasa, cały czas w tle buczy delta Missisipi, z nieba żar się leje. Nic tylko skakać na golasa do wody i wydawać pieniądze. Najlepiej cudze.

Pornograf i esteta. Ma gdzieś konwenanse. Do jego ulubionych twórców należą David Lynch, Stanley Kubrick, Gaspar Noé oraz Veit Harlan. Przyszedł ze śmiertelnego zimna, dlatego zawsze mu gorąco.





