Z archiwum HK Cat III: Devil Fetus (1983)
W pierwszej połowie lat 80. skoncentrowany do tej pory głównie na kinie kung-fu hongkoński przemysł filmowy zaczął coraz częściej inkorporować do fabuł elementy satanicznej grozy, z powracającymi w formie zagrożenia demonami i piekielnym anturażem. Hex (1980), The Boxer’s Omen (1983), Seeding of a Ghost (1983), The Rape After (1984), The Seventh Curse (1986) wyznaczały nowe standardy przegiętej, kampowej rozrywki pełnej oślizgłego gore, które bez skrępowania przebijało wyczyny hollywoodzkich speców od efektów specjalnych.
Devil Fetus to jeden z żelaznych klasyków wczesnej fali plugawej diabelskiej rozrywki. Film rozpoczyna scena licytacji na targu, w trakcie której młoda kobieta nabywa antyczną wazę. Przedmiot rzekomo ma przenosić szczęście, ale nowa właścicielka wkrótce przekonuje się, że jego wnętrze zamieszkuje demon. Bestia gwałci dziewczynę, w wyniku czego ta zachodzi w ciążę. Do narodzin czarciego pomiotu nie dochodzi, gdyż ciężarna ginie w tragicznym wypadku. Mijają jednak lata i potworny przybysz z otchłani znajduje sobie nowe „naczynie” w postaci wkraczającego w dorosłość siostrzeńca zmarłej.



Film Lau Hung Chuena rozwija się — jak na standardy eskapistycznej, pozbawionej umiaru rozrywki z HK — dość niespiesznie. Po pierwszej emanacji zła, gdy ginie para młodych osobników, przez dłuższy czas fabuła nabiera tempa: poznajemy postaci dramatu, odprawiane są magiczne rytuały mające na celu powstrzymanie narodzin pochodzącego — jak dowiadujemy się w trakcie — z Mongolii stwora. Do budowania napięcia twórca wykorzystuje motywy muzyczne podkradzione Johnowi Carpenterowi ze świeżego wciąż straszydła pt. Coś (1982), a także nastrojowej tematy Vangelisa ze ścieżki dźwiękowej do serialu dokumentalnego L’Apocalypse des animaux (1973).
Kiedy zaś bramy piekieł zostają otwarte na dobre, to Devil Fetus dostarcza solidną porcję efektów praktycznych i wygibasów rodem z kina wuxia. Nie ma tu może przesytu, który był właściwy wielu innym produkcjom z Hongkongu z okresu tego i późniejszych, widzów przyzwyczajonych do nadmiaru atrakcji może rzecz wręcz rozczarować, ale przynajmniej kilka scen zapada mocno w pamięć. Moim faworytem jest cudne gumowe gore ze sceny zmiażdżenia ojca przez zbliżające się do siebie nieubłaganie ściany — perfekcja!
Pewien minus filmu stanowi nieco przekombinowana fabuła: droga tytułowego „płodu” (który de facto odgrywa niewielką rolę i zostaje powstrzymany jeszcze w łonie) do świata rzeczywistego jest strasznie kręta, co przekłada się właśnie na długą ekspozycję. Z drugiej strony: może to być również poczytane jako najbardziej oryginalny aspekt historii. Miłośnicy makabry rozgoszczą się w tej opowieści na dobre tak naprawdę w ostatnim akcie, który był zresztą problematyczny dla hongkońskich cenzorów i część groteskowych scen na potrzeby dystrybucji kinowej wycięto. Kilka lat po premierze film dostał najwyższą kategorię wiekową w kraju, wespół z wieloma innymi tytułami, które wcześniej wyświetlane były w kinach w atmosferze lekkiej konsternacji spod znaku: czy to aby nie za wiele?

Pornograf i esteta. Ma gdzieś konwenanse. Do jego ulubionych twórców należą David Lynch, Stanley Kubrick, Gaspar Noé oraz Veit Harlan. Przyszedł ze śmiertelnego zimna, dlatego zawsze mu gorąco.





