Sinéma Érotique: Gdyby Don Juan był kobietą (1973)

Przedostatni film w karierze Brigitte Bardot, powstały na moment przed jej pożegnalną rozbieraną sesją dla Playboya i ogłoszeniem emerytury. Przy okazji również symboliczny powrót do korzeni: Don Juan był piątym wspólnym filmem Bardot i Rogera Vadima, jej dawnego partnera i człowieka, który wyniósł ją do sławy skandalizującym I Bóg stworzył kobietę (1956).

W momencie kręcenia Bardot miała 39 lat, na jej pięknej twarzy widoczne były już oznaki upływającego czasu. Vadim uznał za stosowne obsadzić swoją muzę w roli współczesnej inkarnacji Don Juana, bo — jak twierdził — od lat 50. znacząco zmieniła się percepcja kobiety w społeczeństwie. Kobieta wyzwolona, lubiąca seks i podboje, nie musiała być już damą lekkich obyczajów, mogła być kimś równym mężczyźnie: uwodzicielką, kusicielką, kolekcjonerką romansów.

Na ekranie przeistacza się ów zamysł w opowieść zarówno stylową, jak i kiczowatą. Niekoniecznie przy tym wyuzdaną, w wymowie bowiem jest to historia zaskakująco konserwatywna. Główna bohaterka bawi się płcią przeciwną, zwodzi mężczyzn i doprowadza ich do upadku. Upokarza i sieje na równi pożądanie, jak i rozpacz. Jej beztroska ma jednak ponure konsekwencje również dla niej samej. Jest pusta w środku, niewolna od wyrzutów sumienia, a na końcu spotyka ją przerażająca kara.

Twórca Barbarelli (1968) nakręcił de facto tragedię (niemalże) antyczną, w której seks prowadzi nie tyle do zmysłowego przebudzenia, ile wpędza w pułapkę tychże zmysłów. Reżyser, ceniony za oko do wysmakowanych kadrów, ale besztany za ciężką rękę w kwestii fabuł, tutaj również popada w banał i obraża inteligencję widza łopatologią.

Film zebrał miażdżące recenzje od krytyki w momencie premiery. Zarzucano mu mizoginię i kampową przesadę. Z biegiem lat Don Juan nie zyskuje wprawdzie, ale łatwiej odczytywać go po prostu jako symbol epoki i zarazem logiczne zwieńczenie dorobku Bardot jako obiektu westchnień, łamaczki serc i buntowniczki rzucającej rękawicę konwenansom świata, w którym przyszło jej żyć.

Ciekawostkę w tym kontekście stanowi fakt, że na krótki czas ekranowe show kradnie gwieździe Jane Birkin. Birkin, następczyni Brigitte w łóżku Serge’a Gainsbourga, filigranowa ikona mody (tutaj w seksownym jeansie), wciela się w poniewieraną przez męża bogacza dziewczynę, która wdaje się w romans z Don Juanem w spódnicy. Nietrudno odnaleźć tu analogie względem życia prywatnego obu pań, doszukiwać prztyczka wymierzonego w nos słynnego kompozytora. Zakulisowa współpraca pań układała się jednak ponoć nad wyraz dobrze, a sama Birkin czuła się zaszczycona, mogąc odgrywać sceny łóżkowe ze starszą koleżanką o statusie legendy („Ona nawet stopy ma idealne”, mówiła). Przekazanie pałeczki? Można i tak na to spojrzeć. Androgyniczna Birkin znacznie bardziej pasowała bowiem do ambiwalencji i odmiennego wymiaru dekadencji nowej dekady.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *