Sinéma Érotique: Grimm’s Fairy Tales for Adults (1969)
O tym, że disnejowskie wariacje na temat klasycznych baśni trzymają się swych pierwowzorów tak, jak Lalka Netflixa trzyma się powieści Prusa, wie nawet małe dziecko. Uładzona wizja dziecięcej literatury na tyle jednak wryła się w masową wyobraźnię, że nawet kiedy ktoś próbuje dyskutować z kanonem spreparowanym przez wielkie studio (vide: wszystkie hollywoodzkie przeróbki losów Królewny Śnieżki, których w XXI wieku było co najmniej kilka), to wychodzą z tego rozmiękłe kluchy. Być może problem tkwi w tym, że Amerykanie nijak nie pojmą grozy czającej się w germańskich borach, skąd swe makabryczne przypowieści wywiedli bracia Grimm. Mówiąc najprościej: do interpretowania wielkich Niemców najlepiej nadawać będzie się Niemiec.
Grimm’s Fairy Tales for Adults, znane też pod alternatywnym tytułem The New Adventures of Snow White, to spełnienie snów purystów, którzy wiedzą, że stare klechdy potwornościami stały. Chodzi jednak w tym przypadku o sny mokre, sprośne, pełne pląsających nago przedstawicielek płci pięknej. Film Rolfa Thiele’a to komedia erotyczna eksploatująca pieprzne wątki baśni z Królewną Śnieżką na pierwszym planie oraz elementami fabularnymi zaczerpniętymi z Kopciuszka i Śpiącej królewny.
Słodka jak Chupa-Chups, znana z Ingi (1968) Josepha Sarno i Eugenie… The Story of Her Journey into Perversion (1970) Jessa Franco Marie Liljedahl wciela się tutaj w Śnieżkę, która zgodnie z tradycją zostaje wygnana (miała zostać rzecz jasna wypatroszona, ale chłop na posyłki się zlitował) przez złą królową (Ingrid van Bergen). Próżna macocha żyje w przeświadczeniu, że jej piękna podopieczna zginęła do momentu, gdy z pomocą magicznego lustra dowiaduje się, że dziewczę zamieszkało na odludziu w towarzystwie siedmiu krasnoludków. To znamy z każdej interpretacji słynnej baśni. W tym przypadku główna różnica polega na tym, że Śnieżka ma naturę nudystki i większość czasu spędza w negliżu. Liljedahl biega nago po lesie i kusi swymi wdziękami, doprowadzając do szału m.in. lokalne zwierzęta, którym marzy się spółkowanie z tą rusałką.






Co jakiś czas reżyser porzuca główną nić fabuły, by z premedytacją rozbierać pozostałe historie Grimmów. Kopciuszek ma tu anielską fizjonomię Evy Rueber-Staier, austriackiej Miss Świata’69. Thiele traktuje materiał wyjściowy z przywiązaniem do drastycznych detali: zawistne siostrzyczki bohaterki posuwają się do odcięcia sobie kolejno pięty i palca u stopy, aby wpasować swe niezgrabne giry w pantofelek od księcia i skraść najlepszego kawalera w okolicy. To dopiero początek masarniczych atrakcji, bowiem w wątku opartym na motywach Zbójeckiego narzeczonego w formie dekoracji — i znowuż w zgodzie ze źródłem — pojawiają się poćwiartowane zwłoki kobiece oraz kanibalizm.
Nieco bardziej wstrzemięźliwie, a zarazem rubasznie obchodzi się Thiele ze Śpiącą królewną. Niemiec wyrzucił z opowieści motyw nekrofilskiego gwałtu i zamienił cały epizod w farsę. Mieszkańcy śpiącego (w oryginale w sen zapadła nie tylko tytułowa arystokratka, ale również jej ojciec i dworzanie) królestwa to banda nierozgarniętych golasów, którzy w momencie rzucenia czaru oddawali się cielesnym uciechom w ramach cotygodniowej orgii. Królewna (Gaby Fuchs) zbudowana jest wprawdzie niczym bogini, ale w wyniku zaklęcia jej twarz szpecą narośle na nosie i brodzie, toteż nikt nie ma ochoty jej bzyknąć i zdjąć z biedaczki klątwy.
Humor, jak nietrudno się domyślić na podstawie powyższych przykładów, jest tu grubo rżnięty. Niemcy nigdy nie słynęli wszak z wyrafinowanego dowcipu, to naród barbarzyńców i poetów, nie komediantów. Przed seansem należy zatem przygotować się na bawarskie klimaty spod znaku cyca i precla. Zarazem jednak jest to rzecz zaskakująco mroczna i dosłowna w obrazowaniu okrucieństwa, które mocno kontrastuje z akcentami komediowymi. Niewykluczone zatem, że odnajdą się w tym burdelu pełnym półnagich podlotków prędzej właśnie miłośnicy turpizmu, aniżeli wesołki. Okazji do śmiechu z prawdziwego zdarzenia jest tu bowiem jak na lekarstwo. Ponad ćwierć wieku później baśniami w estetyce dla dorosłych próbował bawić się Terry Gilliam w mdłym fantasy Nieustraszeni bracia Grimm (2005). Tam nie wyszło tak, jak trzeba, więc jeśli szukacie czegoś odpowiednio „niegrzecznego” to donoszę, że zapomniany dziś twór Thiele’a broni się wcale nieźle.

Pornograf i esteta. Ma gdzieś konwenanse. Do jego ulubionych twórców należą David Lynch, Stanley Kubrick, Gaspar Noé oraz Veit Harlan. Przyszedł ze śmiertelnego zimna, dlatego zawsze mu gorąco.





