Mondo Macabro: Hiszpania. Morbo (1972) / Bilbao (1978)
Wraz ze śmiercią generała Franco hiszpańska cenzura została znacząco ograniczona, co poskutkowało rozkwitem przemysłu filmowego. Transformacja ustrojowa doprowadziła do zalania rynku filmami z nurtu cine del destape, czyli erotycznymi komedyjkami, które opiewały odzyskaną wolność obyczajową, jednocześnie pozostając stosunkowo zachowawczymi. Na tym tle zdecydowanie wyróżniały się filmy łączące arthouse’ową wrażliwość z elementami kina grozy. Obrazy te poruszały temat mrocznych stron ludzkiego umysłu, a pod swoją transgresyjną formą skrywały krytykę społeczeństwa i jego wypieranych pragnieńi. Undergroundowi filmowcy przygotowali grunt pod nadejście la movida madrileña, czyli ruchu odnowy kultury i obyczajowości do którego należał między innymi Pedro Almodóvar. W niniejszym tekście przybliżę dwa dzieła, które symbolizowały nowe podejście do X muzy w czasach hiszpańskiej transformacji.
1972 – Morbo (reż. Carlos Suárez)

Zdezelowana, porośnięta bluszczem posiadłość wydaje się opuszczona. Ale czy na pewno taka jest? Choć nie widzimy jej mieszkańców (z wyjątkiem szczurów), dobiegają nas ludzkie głosy. Kobieta i mężczyzna rozmawiają o przymierzaniu sukni ślubnej, lecz konwersacja nie jest przepełniona radością. Kobieta wspomina przeszłość, mówi że nie są już młodzi i piękni, nawiązuje do pożaru lasu, którego stała się ofiarą. “Lepiej weź tę broń i zastrzel mnie, nie chcę dłużej żyć zamknięta w tym domu i otoczona wspomnieniami” mówi. Wszechobecny obraz rozkładu i zniszczenia, niepokojące głosy i upiorna muzyka tworzą atmosferę dziwności i budzą skojarzenia z opowieścią o duchach. Nie wiemy czy to teraźniejszość czy wspomnienia. Co wydarzyło się w tym opuszczonym przez Boga miejscu?
Morbo (ang. morbidness) oznacza chorobliwą ciekawość czy niezdrowe zainteresowanie i doskonale odzwierciedla wątki obecne w filmie, w tym motyw podglądactwa. Główni bohaterowie to para nowożeńców, Alice (Ana Belen) i Diego (Victor Manuel), którzy prosto z ceremonii wybierają się w podróż poślubną. Ich miesiąc miodowy nie należy do typowych, małżonkowie zatrzymują się pośrodku lasu, na skraju drogi, wraz ze swoim kamperem. Dookoła nie ma nic poza drzewami, Diego wspomina o samotnym domu położonym kawałek dalej. Pierwsze chwile podróży upływają na beztroskich zabawach, małżonkowie w dziecięcym wybuchu szaleństwa niszczą prezenty ślubne nazwane przez nich śmieciami, cieszą się czasem spędzanym tylko we dwoje. Po paru dniach wszystko się zmienia. Alice zaczyna czuć się śledzona, a między parą coraz częściej dochodzi do kłótni.


Czym jest Morbo? Ghost story bez duchów? Slasherem bez mordercy? Thrillerem psychologicznym? Film Suáreza wymyka się łatwym interpretacjom i szufladkom. Początkowo może sugerować obranie drogi w stylu Nędznych psów (1971), chwilami budzi też skojarzenia z Długim weekendem (1978), by ostatecznie za nic mieć oczekiwania widza. Z całą pewnością mamy tu do czynienia z opowieścią o rozpadzie związku. Wolność szybko przeradza się w poczucie osaczenia, miłość we wzajemną niechęć. Diego nie rozumie Alice, jej melancholijnych nastrojów, jest zbyt pragmatyczny. Ona zaczyna bać się obecności osób trzecich, czuje się obserwowana, zaczyna zauważać zmiany w otoczeniu, jak gdyby ktoś dotykał ich rzeczy, stroił sobie żarty. Tajemniczy nastrój jest potęgowany przez kamerę, która pozwala nam obserwować parę z perspektywy osoby ukrytej za drzewem czy oknem, jednocześnie nie zdradzając, czy ktoś taki rzeczywiście tam przebywa. Może to tylko iluzja? Jesteśmy równie skonfudowani i zaniepokojeni, co sama bohaterka.
Reżyser stosuje o wiele więcej subtelnych trików wzmagających napięcie, gdzieniegdzie dodając zresztą odrobinę niemal surrealistycznej magii – kolorowe, dmuchane fotele rozstawione przez Alice i Diego kontrastują z suchym, wyblakłym otoczeniem. Niezwykle niepokojąca (i, niestety, zawierająca godne potępienia okrucieństwo wobec zwierząt) scena z chomikami przeraża bardziej niż nadnaturalne zjawiska, być może stanowi metaforę “kanibalistycznych” stosunków międzyludzkich. Przedmioty należące do pary, porozrzucane w lesie, niszczeją niczym ich relacja, podobnie jak ślubny tort zjadany przez owady. Poczuciu zagrożenia i izolacji wykreowanemu przez reżysera sprzyja użycie naturalnych atutów otoczenia – szumu wiatru, szelestu liści, widoku rozkładających się zwłok zwierzęcych. Na specjalne wyróżnienie zasługuje też niezwykle sugestywna ścieżka dźwiękowa Jacquesa Denjeana.
Gdzieś w tle, swoją widmową obecność wciąż roztacza tajemniczy dom, rzekomo odwiedzany przez Diega w celu zdobycia świeżej wody. Jego hauntologiczna aura całkowicie zaburzy poczucie bezpieczeństwa Alice. Czy tajemnicze głosy to widmo przeszłości, a może raczej przyszłości czekającej parę? Czy w lesie faktycznie czai się niebezpieczeństwo, czy jedynymi wrogami małżonków są oni sami? Celowo zostawiam Was z tymi pytaniami, tak jak reżyser zostawia z nimi widza. Jedno jest pewne, Suárez krytykuję burżuazję i podważa instytucję małżeństwa,obnażając całą płytkość łączącej ich relacji, a także wszelkie wady i neurozy, które wychodzą na wierzch dopiero przy odcięciu od cywilizacji i innych ludzi.
1978 – Bilbao (reż. Bigas Luna)

Podobnie jak Morbo, film Bigasa Luny porusza temat niezdrowej obsesji doprowadzonej do najbardziej ekstremalnej formy. Głównym (anty)bohaterem filmu jest Leo (Ángel Jové), który żyje w nieszczęśliwym związku ze starszą partnerką, Marią (María Martín). Gdy mężczyzna poznaje prostytutkę Bilbao (Isabel Pisano) popada w chorobliwą fascynację i postanawia zrobić wszystko aby zdobyć swój mroczny przedmiot pożądania. Nieprzypadkowo używam tu wyrażenia “przedmiot” – bo właśnie w taki odczłowieczony sposób postrzega kobietę (równie nieprzypadkowe jest też nawiązanie do Buñuela, którego On (1953) stanowił inspirację dla Luny). Bilbao jest jedynie ciałem, które można wziąć w posiadanie. Znamienne wydają się sceny w rzeźni i ujęcia na makabryczne katusze zwierząt hodowlanych. Prostytutka jest w oczach Leo mięsem, jej ciało przedmiotem konsumpcji. Kompletnie pozbawiony sprawczości i kontroli nad własnym życiem mężczyzna walczy z kompleksem Edypa i kompensuje sobie własne niepowodzenia próbami zdobycia władzy nad Bilbao.
Luna nie opowiada o swoim antybohaterze wprost, dopiero z jego codziennych rytuałów, takich jak mycie i golenie, możemy wywnioskować, że prawdopodobnie cierpi na zaburzenia obsesyjno-kompulsywne (choć, jak to w filmach często bywa, jest to raczej uproszczony obraz tej przypadłości). Leo to mężczyzna mentalnie wykastrowany. W jego domu panuje matriarchat, kochanka opiekuje się nim jak dzieckiem, grając potrójną rolę matki, żony i dziwki. W dodatku to ona zarządza ich pieniędzmi – Leo pochodzi z majętnej, burżuazyjnej rodziny i pozostaje na utrzymaniu bogatego wujka, który “kieszonkowe” przekazuje bezpośrednio Marii podczas ich niedwuznacznych spotkań tête-à-tête. Wątki edypalne pojawiają się w wielu filmach Bigasa Luny, charakteryzują też kinematografię hiszpańską czasu transformacji jako taką. Podszyte perwersją relacje podkreślają degenerację burżuazji, w dawnych czasach kojarzonej zresztą z zawieraniem małżeństw pomiędzy osobami spokrewnionymi w celu utrzymania majątku w rodzinie.


Pierwszoosobowa narracja w postaci monologów Leo ułatwia wgląd w psychikę socjopaty. Przez cały film towarzyszą nam jego monotonny głos i chore myśli. O wyjątkowości obrazu świadczy fakt, że widz może spojrzeć na świat oczami voyeura, jednocześnie nie utożsamiając się z nim i nie czerpiąc z tego procesu żadnej przyjemności (w przeciwieństwie do wielu innych dzieł tego rodzaju). Za sprawą narracji, niepokojącej ścieżki dźwiękowej, obskurnych ulic i atmosfery półświatka, a także wszechobecnej perwersji i scen balansujących na granicy porno, Luna tworzy wyjątkowo brudny i posępny klimat. Nie stroni też od groteskowych obrazów – wymuszonych erotycznych zabaw Leo i Marii z mlekiem czy golenia włosów łonowych w symbolicznym akcie kastracji. Bilbao wydaje się nie tyle prztyczkiem w nos frankistowskiej cenzury, ile siarczystym ciosem w jej łeb. Koniec z fałszywą moralnością, ładnymi i czystymi obrazami. Luna, podobnie jak Suárez, dopuszcza się bezlitosnej krytyki hiszpańskiego społeczeństwa, obnażając tlącą się pod powierzchnią perwersję będącą skutkiem dekad seksualnej represji.

Wilczyca z Savage Sinema, turpistka. Lubi kino nieprzyzwoicie krwawe, nihilistyczne i perwersyjne. Szczególną miłością darzy euro horror, giallo i pinku eiga. Wierna fanka Jörga Buttgereita.





