The House of the Blue Shadows (1986)
Luca (Stefano Gabrini) wraz ze swoją narzeczoną, Margrit (Amanda Sandrelli), powraca do rodzinnego domu po 15 latach nieobecności. To tu wraz z przyjaciółmi spędzał chwile na zabawie, lecz dziecięca niewinność skończyła się wraz z morderstwem jego przyjaciółki, czy może raczej pierwszej miłości, Loli, którą zepchnięto z dachu podczas gry. Miejsce wywołuje w nim zarówno miłe jak i traumatyczne wspomnienia. Gdy wokół zaczynają dziać się dziwne rzeczy Luca powoli popada w obłęd.
Beppe Cino to postać mało znana nawet wśród fanów włoskiego kina gatunkowego. Zaczynał jako asystent Roberta Rosselliniego, zaś jak reżyser zadebiutował w 1983 filmem Il cavaliere, la morte e il diavolo będącym adaptacją noweli Arthura Schnitzlera. Cino nakręcił zaledwie cztery filmy, lecz chociażby z uwagi na omawiane w niniejszym tekście dzieło, warto odnotować jego obecność w świecie filmowym. The House of the Blue Shadows, znany też pod włoskim tytułem jako La Casa del Buon Ritorno, łączy w sobie cechy giallo i horroru gotyckiego. Reżyser przyznawał się do inspiracji Jorge Luisem Borgesem i nazywał film gotycką opowieścią fantastyczną z motywami onirycznymi i psychologicznymi.

Najistotniejszym wątkiem jest tutaj freudowski powrót wypartego, a więc powolne wypływanie dziecięcej traumy na powierzchnię świadomości. Pamięć o Loli staje się obsesją trójki bohaterów: Luki, jego kolegi z dzieciństwa, który był świadkiem śmierci dziewczyny, oraz najbardziej tajemniczej postaci filmu, Ayeshy. Kobieta, która nie postarzała się przez 15 lat nawet odrobinę, jawi się tu niczym tajemnicza zjawa – może wiedźma, może sama śmierć – strzegąca pamięci o zmarłej, a także inicjatorka zemsty. Targany chorobliwą obsesją Luca zaczyna widzieć Lolę, szukać jej, a jego psychika ulega regresji (w jednej ze scen goli brodę, efektem czego nabiera dziecięcego wyglądu). W międzyczasie w okolicy pojawia się zamaskowana postać, która zaczyna napadać i mordować bohaterów, a film przypomina o swoim giallowym powinowactwie.
Skąpany w niebieskich kolorach i ciemnościach obraz buduje oniryczny klimat sennego koszmaru, zaś duży, pełen hauntologicznych pamiątek i kryjówek dom doskonale spełnia swoją rolę nowoczesnego ekwiwalentu gotyckiego zamku. W pamięć zapada gadżet pojawiający się w scenach grozy – maska hannya, charakterystyczna podobizna zazdrosnego demona używana w klasycznym teatrze japońskim Noh, znana z filmu Onibaba (1964). Największym problemem obrazu Cino pozostaje aktorstwo (według niektórych recenzentów, na przykład Roberto Curtiego, jest nim również tempo, ja natomiast nie zgadzam się z tą opinią). Odtwórca głównej roli, Stefano Gabrini, pełnił też rolę asystenta reżysera i narzekał na swoistą “schizofrenię” jaką powodowało naprzemienne stawanie po obu stronach kamery. Jego aktorstwo jest drętwe, momentami wręcz komiczne. Jedyna profesjonalna aktorka na planie, Amanda Sandrelli, również nie wypada dobrze, a jej postać jest wyjątkowo irytująca i pozbawiona instynktu samozachowawczego.


Pomimo wad, The House of the Blue Shadows potrafi urzec klimatem, na który składają się drobne elementy – manekin ubrany w sukienkę Loli, jej postać pojawiająca się znienacka, tajemnicza i elegancka niczym Kobieta w czerni (1989), enigmatyczne postacie drugoplanowe. Choć nie trudno domyślić się tożsamości mordercy, Cino utrzymuje nastrój tajemnicy i niedopowiedzeń – kim jest tajemnicza Ayesha? Czy Lola to duch czy może wytwór chorej wyobraźni? Kto ją zabił? Z całą pewnością nie mamy tu do czynienia z typowym giallo. Najbliżej temu obrazowi do filmów Francesca Barillego, choć zdecydowanie brakuje tu maestrii twórcy Hotel Fear (1977). Niestety, obraz Cino pozostaje zapomniany, a jedyna dostępna kopia nie zachwyca jakością. Być może ktoś kiedyś zwróci na niego uwagę i podejmie się porządnego odrestaurowania.

Wilczyca z Savage Sinema, turpistka. Lubi kino nieprzyzwoicie krwawe, nihilistyczne i perwersyjne. Szczególną miłością darzy euro horror, giallo i pinku eiga. Wierna fanka Jörga Buttgereita.





