Atomic Café: Koniec sierpnia w hotelu Ozon (1967)

Świat kilkadziesiąt lat po nuklearnej zagładzie. Grupa młodych kobiet przemierza pustkowia pod wodzą swej starszej koleżanki. Mają nadzieję znaleźć innych ludzi, najlepiej rodzaju męskiego, by dać szansę odrodzenia gatunkowi. Docierają wreszcie do zniszczonego, zaniedbanego hotelu, w którym przebywa jedna osoba. Mężczyzna…

Polskiemu widzowi opis fabuły Końca sierpnia w hotelu Ozon z miejsca przywiedzie na myśl kultową Seksmisję (1984). Tyle że film Jana Schmidta powstał dobre 17 lat wcześniej i nie ma w nim nic z komedii. To opowiedziane śmiertelnie serio, minimalistyczne pod względem środków wyrazu kino postapokaliptyczne, które na swych barkach niesie ponurą refleksję na temat rodzaju ludzkiego.

U Schmidta człowiek pozbawiony kultury przestaje być człowiekiem, czołga się z powrotem w kierunku jaskini. Błąkające się pośród ruin cywilizacji dzikuski niezdolne są do decydowania o sobie samych. I niezdolne na dłuższą metę do przetrwania. Niby potrafią posługiwać się bronią, są w stanie stawić czoła dzikiej zwierzynie, ale mają mentalność dzieci, brak im ogłady i rozumu, by dać jakąkolwiek przyszłość homo sapiens.

Finał dzieła nie pozostawia żadnych wątpliwości: w sytuacji, gdy ludzkość straci łączność ze swoimi korzeniami, z wiekami kultury, którą kreowała i która ją samą kształtowała, nie będzie dla niej już żadnej nadziei. Tonacja tej kameralnej przypowieści jest przygnębiająca już w zasadzie od startu: banda dziewcząt przypomina hordę bezpańskich psów, które wróciły do „ustawień fabrycznych”. Dla zabawy mordują czworonoga, który kilka razy skrada się do ich koczowiska, dla wątpliwej rozrywki narażają również własne życia. Jedynie ich przewodniczka ma świadomość powagi sytuacji, ale ona jest już stara, jej czas się kończy, z coraz większą desperacją szuka śladów innego życia ludzkiego, a zarazem coraz ciężej jej zapanować nad podopiecznymi.

Koniec sierpnia w hotelu Ozon ma niespieszny rytm, widać że budżet był nader skąpy, nie ma tu nic z wystawnego widowiska science-fiction. To surowa robota, kameralna, pełna bijącej z ekranu rezygnacji. I zapewne dlatego obraz nie zestarzał się zbytnio pod względem formalnym. Jego przesłanie zaś wciąż jest aktualne, śmiem twierdzić, że dziś nawet bardziej niż w momencie premiery.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *