Cité Obscure: Pierwsza spokojna noc (1972)

Alain Delon jako nauczyciel na zastępstwo. Przepity, z worami pod oczami, kilkudniowym zarostem i zalążkiem drugiego podbródka. W zmiętoszonym płaszczu, z nieodłącznym petem w ustach. Przeorany przez życie i życiem zmęczony. Jest jak postać wyjęta z tanich kryminałów, tyle że żaden z niego detektyw. Nie ma też żadnej zagadki do rozwiązania. Musi jedynie zrobić coś ze swoją marną egzystencją. Na przykład zakochać się w młodszej o połowę uczennicy, pięknej brunetce z nizin społecznych, ciągnącej za sobą bagaż trudnych doświadczeń.

Daniele (Delon) i Vanina (Sonia Petrovna) są wyrzutkami. On stał się taki poniekąd na własne życzenie, trwoniąc czas na miłostki i złe nawyki. Ona nosi piętno od urodzenia, skazana na smutny los własnej matki, lokalnej prostytutki, którą „miał każdy mężczyzna w mieście”. Na takim oto niezbyt żyznym gruncie zakwitnie miłość. A może po prostu zauroczenie. Jeden diabeł. W tle mamy gnijące, wypoczynkowe Rimini poza sezonem, niemal równie brudne i zepsute jak Wenecja u Luchino Viscontiego. Polscy blokersi, którzy w latach 90. rapowali o braku perspektyw, powinni tutaj zajrzeć, żeby palnąć sobie w łeb.

Film ma zatem posępny, miejscami wręcz deliryczny klimat. Główny bohater to osobnik w gruncie rzeczy poczciwy, choć dotknięty chorobą cynizmu, która skutecznie oddziela go od otoczenia i zamyka drogę do czerpania radości z życia. Od lat tkwi w jałowym związku z cierpiącą na depresję żoną, której nie kocha. Wieczory spędza na grze w karty, z których to wypraw czasem przynosi do domu pieniądze, a czasem wraca spłukany. Urodziwa i bystra Vanina będzie dlań stanowić pretekst dla ostatniego zrywu. Problem jednak w tym, że zadawanie się z tą dziewczyną, to jak otwarcie puszki Pandory.

„Strzelba Czechowa” musi zatem prędzej czy później wypalić: o tym, że nic dobrego z tego uczucia nie wyniknie, wiemy w zasadzie od początku. Delon człapie przed ekranem, jakby szykował się do piachu. Ma spojrzenie starego psa, którego trzeba będzie w końcu dobić: aktor zniżał się wówczas do czterdziestki i przygotowywał grunt pod zmianę emploi. Zagrał fenomenalnie. Kto wie jednak, czy prawdziwym sercem i skarbem filmu nie jest Petrovna, dwudziestoletnia tancerka i aktorka z wymalowaną na twarzy słowiańską melancholią. Ta to dopiero gra spojrzeniem pary smutnych oczu. Historię jej bohaterki poznajemy stopniowo, ale dzięki jej stonowanej grze już od pierwszej sceny mamy świadomość, że to postać pokiereszowana mentalnie.

W tle cały czas trwa bal, zupełnie jak na tonącym statku, do którego zapomniano przymocować szalupy ratunkowe. Bohaterowie żyją z dnia na dzień, nocami piją, ćpają, łażą na dziwki i oddają się hazardowi. Chłopak Vaniny, krewki, szemrany bogacz ze skłonnością do przemocy na imprezie wydanej dla przyjaciół puszcza film z wakacji, który przeistacza się w domowe porno z udziałem jego oblubienicy. Niesmak widzowie spłukują J&B i rozchodzą się do domów. Plaże Rimini są zaśmiecone, niebo szare.

Nieprzeciętnie smutny i dekadencki romans, w którym beznadzieja idzie w parze z hedonistycznymi nawykami, spotkał się z ciepłym przyjęciem ze strony krytyki. We Włoszech radził sobie w kinach nieźle, gorzej za to w ojczyźnie Delona, w czym udział miał sam gwiazdor, który pokłócił się z reżyserem Valerio Zurlinim i na rynek francuski skrócił obraz o pół godziny. Tempo oryginalnej wersji może i jest nieco ślamazarne, ale w tym też cały urok i zamysł. Jeśli do czegokolwiek można się tu przyczepić, będzie to niepotrzebnie melodramatyczny finisz, ewokujący z jednej strony posępne nuty końcowe z Listonosz zawsze dzwoni dwa razy, a z drugiej Wielkiego Gatsby’ego. Niezależnie od tego, czy były to inspiracje świadome, czy też nie, to minorowe zakończenie paradoksalnie w tym bajecznie pesymistycznym, schyłkowym filmie nie przekonuje.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *