Mondo Macabro: Dania. Wolf Hour (1981) / Nocny strażnik (1994)

Dziś udamy się do Danii, kraju który do tej pory nie kojarzył się z kinem grozy, lecz w ostatnich latach zabłysnął takimi tytułami jak Speak No Evil (2022) czy Koko-di Koko-da (2019). Artykuły dotyczące horroru czy thrillera duńskiego zazwyczaj skupiają się na Skandynawii jako takiej, poświęcając najmniejszemu z jej krajów minimalną uwagę. Odkurzymy więc dwa zapomniane tytuły, które zdecydowanie zasługują na większą rozpoznawalność.


1981 – Wolf Hour (duń. Ulvetid, reż. Jens Ravn)

Motyw wilkołaka, choć wyeksploatowany przez kino gatunkowe niemal do cna, wciąż potrafi zaskakiwać, jeżeli tylko pogrzebie się w odmętach zapomnianych dzieł grozy. Tym sposobem trafiłam na Wolf Hour (nie mylić z obrazem Bergmana) na podstawie powieści Helle Stangerup i wyreżyserowany przez Jensa Ravna, twórcy który pozostawił po sobie niewiele obrazów. Film opowiada historię małżeństwa, które właśnie straciło ciążę, a w ich życiu pojawiła się młoda dziewczyna, Ellinor (Jannie Faurschou) wraz z wilkiem. Ellinor prosi Toma (Frits Helmuth), by przez pewien czas pomógł jej zająć się zwierzęciem, a w zamian będzie mógł je obserwować i napisać o tym książkę. Mężczyzna zgadza się, a jego fascynacja wilkiem rośnie z dnia na dzień. Tymczasem jego żona, Anna (Ghita Nørby), nękana przez żałobę oraz lęk przed zwierzęciem, zaczyna niepokoić się zarówno dziwnym zachowaniem męża, jak i Ellinor. 

Wolf Hour to film niezwykle powolny, choć od samego początku fascynujący. Wrzucenie go do szufladki z napisem “horror” wydaje się w tym przypadku nie do końca satysfakcjonujące, choć z całą pewnością ma on w sobie wiele elementów oldskulowej grozy. W rzeczywistości widz nigdy nie dowiaduje się z czym tak naprawdę ma do czynienia. Czy Ellinor jest wilkołakiem czy to jedynie urojenia straumatyzowanej pary? Atmosfera jest gęsta i posępna, akcja rozgrywa się w położonym na odludziu domu oraz w okolicznych lasach, równie ponurych i tajemniczych co sam obraz. Zagrożenie wydaje się nie do końca zdefiniowane – czy są nim wilki, Ellinor, Tom, a może umysł głównej bohaterki? Perspektywa zmienia się dość często. 

Z jednej strony można więc odczytywać Wolf Hour jako horror o wilkołakach, z drugiej jako film psychologiczny opowiadający o traumie, żałobie, folie à deux czy rozpadzie małżeństwa. Dynamika relacji małżeńskiej zmienia się w nieoczekiwany sposób. Para stopniowo oddala się od siebie, następuje gaslighting za sprawą, którego Anna czuje się traktowana jak wariatka, ale już chwilę później mąż zaczyna podzielać jej przypuszczenia, podczas gdy ona wchodzi w rolę “racjonalnej połówki”. Podobnie rzecz ma się z widzem, wodzonym przez reżysera za nos, zastanawiającym się jak interpretować wszelkie nietypowe zdarzenia. Odpowiedzi nie udzieli nam nawet zakończenie, zagadkowe i urwane, stanowiące kolejny atut produkcji. Oby jak najwięcej tak nieoczywistych perełek. 


1994 – Nocny strażnik (reż. Ole Bornedal)

Thriller Ole Bornedala, reżysera współpracującego w późniejszych latach z Lionsgate (Kronika opętania, 2012), dziś już nieco zapomniany, swego czasu odniósł w Danii spory sukces. Wyświetlany na festiwalach i umieszczony w rankingu 100 najlepszych duńskich filmów według Kosmoramy, kilka lat po premierze doczekał się amerykańskiego remake’u nakręconego przez samego Bornedala. Pomimo zatrudnienia znanych nazwisk (Ewan McGregor, Patricia Arquette, Josh Brolin) nowa wersja nie podbiła serc krytyków, w dodatku straciła swój pierwotny magnetyzm. 

Film opowiada historię Martina (Nikolaj Coster-Waldau), studenta, który przyjmuje pracę strażnika w kostnicy. Chłopak liczy na spokój i możliwość nauki podczas dyżurów, jednak wszystko to zakłóca przybycie ofiar seryjnego mordercy. Martina zaczynają dręczyć dziwne wizje i poczucie, że morderca czai się gdzieś w pobliżu. Policja z kolei widzi w nim podejrzanego.

Pierwsze skrzypce gra tu lokalizacja. Kostnica stanowi doskonałe miejsce akcji – zimne, klaustrofobiczne, przerażające. Sceny, w których Martin przechadza się nocą po korytarzach i doświadcza dziwnych wizji, potrafią sprawić, że włosy jeżą się na karku. Podobne uczucia wzbudzają metody mordercy, który nie tylko ma nekrofilskie skłonności, ale lubi też skalpować i brutalnie okaleczać ofiary. Poza głównym wątkiem dotyczącym tożsamości zabójcy, Nocny strażnik serwuje nam też kilka wątków pobocznych oraz fałszywych tropów dotyczących podejrzanego. Pojawia się motyw dziwnej relacji Martina z jego przyjacielem Jensem czy ich spotkań z młodocianą prostytutką, która może znajdować się na radarze mordercy. Choć wątki te dodają do filmu trochę czarno-komediowych akcentów (w tym niepotrzebną, humorystyczną końcówkę) ogólny nastrój pozostaje ponury. 

Należy jednak wspomnieć o minusach produkcji, a tych nie brakuje. Scenariusz jest pełen dziur logicznych, wątki humorystyczne czasami irytują – podobnie jak główni bohaterowie – przede wszystkim jednak zakończenie staje się w pewnym momencie dość przewidywalne i nie szokuje. Gdyby reżyser w trochę większym stopniu skupił się na nocnych majakach i zabójstwach oraz postawił na mocniejsze, nihilistyczne zakończenie, Nocny strażnik wiele by zyskał. Mimo wszystko film ogląda się bardzo dobrze, a reżyser zdecydowanie wie, jak kreować atmosferę grozy oraz tworzyć obrazy, które pozostaną w pamięci widza. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *