Sinéma Érotique: Trujący bluszcz (1992) / Trujący bluszcz II (1996)

Po Fatalnym zauroczeniu (1987) każda hollywoodzka wytwórnia chciała mieć swój blockbusterowy thriller erotyczny. Wyjątkowo wysoko poprzeczkę zawiesiło Carolco, wypuszczając w 1992 roku na ekrany kin Nagi instynkt. W tym samym sezonie swoje kino seksualnego niepokoju zaproponowało New Line Cinema. Jak przystało na studio, które swój sukces zawdzięczało serii o Freddym Kruegerze, New Line postawiło na nastoletnich odbiorców.

Bohaterki Trującego bluszczu są dwie. Sylvie Cooper (Sara Gilbert) pochodzi z zamożnego domu, jej ojciec (Tom Skerritt) jest popularnym telewizyjnym komentatorem. Sylvie próbuje się buntować przeciwko celebrycko-mieszczańskiemu środowisku swoich rodziców i od czasu do czasu popada w tarapaty. Tak poznaje Ivy (Drew Barrymore), buntowniczkę „z prawdziwego zdarzenia”: patologiczna rodzina, ryzykowne zachowania, prowokacyjny ubiór. Ivy jest „true”, jest wyzywająca i urodziwa, czym imponuje zakompleksionej Sylvii. Dziewczyny zaprzyjaźniają się, każdą wolną chwilę spędzają wspólnie, z czasem Ivy staje się wręcz kolejną członkinią familii Cooperów. Familii wprawdzie żyjącej w dostatku, ale ukrywającej kilka wstydliwych sekretów i tym samym wcale nie tak wzorcowej, jak by to wyglądało na pierwszy rzut oka. Bystra Ivy szybko dostrzega te pęknięcia w obrazie idealnej amerykańskiej rodziny i postanawia je wykorzystać do podniesienia swojego statusu społecznego. Uczyni to, nawet jeśli droga na górę będzie wiodła „po trupach”.

Barrymore ze swoim emploi „niegrzecznej dziewczyny” to był castingowy strzał w dziesiątkę: dziecięca gwiazdka ze słynnego filmowego rodu, która wkraczając w dorosłość, rozimprezowała się na dobre, zostawiając za sobą złamane serca i pasmo skandali. I to właśnie jej rola, niekoniecznie zniuansowana, lecz na pewno efektowna, stanowi z perspektywy czasu największy atut zgoła schematycznego dzieła Katt Shea (wcześniej znanej ze współpracy z Rogerem Cormanem, popełniła m.in. B-klasowy erotyk Stripped to Kill [1987]). Dzieła dźwigającego na barkach ciężar wymogu bycia zarazem wystarczająco „cool”, jak i zapewnienia dydaktycznego zaplecza dla pokolenia MTV (pierwotnie finał miał być otwarty, bohaterce uchodziło całe zło na sucho, ale zaoponowali włodarze studia, żądając klasycznego morału).

Ivy jest zatem klawa i fajowa, ale reszta bohterów to już dziady spreparowane z kartonu. Tom Skerritt jeszcze jakoś się broni jako śliniący się na widok zgrabnej siedemnastolatki tatuś. Gilbert nadrabia aparycją flanelowej słuchaczki grunge’u, ale konstrukcja postaci matki woła już o pomstę do nieba: emerytowany „Aniołek Charliego” Cheryl Ladd wciela się w niestabilną emocjonalnie milionerkę, która dla zabawy balansuje na gzymsie swojej posiadłości w Beverly Hills. Współczuć jej mamy z tytułu jej nieuleczalnej choroby, ale to tak irytująca, koślawo skrojona persona, że gdy w końcu marnie kończy swój żywot, widz ma ochotę zacząć bić brawo.

Film mimo wszystko wpisał się w modę należycie, będąc pomniejszym hitem. W kinach wprawdzie furory nie zrobił, za to świetnie radził sobie na kasetach VHS i w kablówce. Ten potencjał szkoda było marnować, toteż New Line zamówiło kontynuację. Najpierw u samej Shea, proponując jej wskrzeszenie ukatrupionej w finale obrazu Ivy, jednak reżyser odmówiła, najwyraźniej pamiętając, że dopiero co ci sami ludzie naciskali na to, że niemoralna latawica musi zginąć. W tej sytuacji potrzebna była nowa Ivy. A konkretnie to Lily.

Lily (Alyssa Milano) to studentka malarstwa, która przyjechała właśnie z prowincjonalnej dziury w Michigan do Kalifornii. Dziewczyna nie czuje się póki co pewnie w nowym otoczeniu. Szukając oparcia w męskich ramionach, miota się pomiędzy sypialnią rówieśnika (Johnathon Schaech) i profesora (Xander Berkeley).

Trujący bluszcz II to typowy dla dekady sequel direct-to-video. W obliczu braku jakiejkolwiek łączności fabularnej z poprzednikiem zdecydowano się wpleść do historii idiotyczny wątek odnalezionego przez bohaterkę pamiętnika Ivy: pod wpływem jego lektury Lily nabiera pewności siebie i przemienia się z zahukanej panienki w wyzwoloną seksualnie łamaczkę męskich serc. Ten bezsensowny zabieg dobrze podsumowuje poziom całego obrazu Anne Goursaud (wcześniej wyreżyserowała erotyczny horror Embrace of the Vampire [1995], w którym również występowała Milano): to tania szmira, pod względem realizacji przywodząca na myśl wenezuelskie telenowele.

Nie tylko zresztą warstwa techniczna wali tu tandetą. Najgorszy jest bowiem scenariusz, który przez 80% czasu nie ma nic wspólnego z dreszczowcem. To po prostu kiepskie romansidło dla nastolatek, pełne nieciekawych postaci i mało angażujących dylematów. Dopiero pod koniec akcja rusza z kopyta, ale również wówczas niewiele jest w tej kiczowatej opowieści sensu czy emocji. Ot, ktoś musi zginąć, żeby można było całość zareklamować jako thriller. Jedyny plus tej produkcji stanowi fakt, że na rynku VHS pozwolono sobie na większą dawkę golizny: Milano rozbiera się już na całego, w odróżnieniu od posługującej się głównie sugestią (czyt. podwiązki i opadające ramiączka) Barrymore.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *