Z archiwum HK Cat III: Erotic Ghost Story II (1991)
Nasycona erotyką opowieść o trzech żeńskich duchach padających ofiarą rozpustnego demona i biorących na nim w końcu odwet zrobiła furorę w hongkońskich kinach w 1990 roku. Nie trzeba było długo czekać na kontynuację — ta trafiła na ekrany już rok później. Za kamerą Lam Nam-Choia zastąpił operator Peter Ngor Chi-Kwan (m.in. przygodówka z Jackie Chanem Zbroja Boga [1986]), dla którego projekt stanowił reżyserski debiut.
W Erotic Ghost Story II poznajemy demona Wu Tunga (Anthony Wong), który z zapałem bałamuci ziemskie kobiety. Nawet demon nie ma jednak serca ze skały: Wu Tung zakochuje się w jednej ze swych zdobyczy i pozostaje jej wierny aż do momentu, gdy na horyzoncie pojawiają się lisice, poczciwe żeńskie duchy strzegące równowagi pomiędzy światem śmiertelników i wymiarem spirytualnym. W trakcie starcia ukochana Wu Tunga ginie, a jej dusza zostaje umieszczona w ciele noworodka. Mijają lata, naznaczony piętnem berbeć wyrasta na urodziwe dziewczę. W międzyczasie nieukojony w żalu i żądny zemsty Wu Tung karmi się składanymi mu w ofierze przez mieszkańców wioski dzierlatkami. Status quo zostaje zanurzone przez odkrycie: nieodżałowana miłość wciąż mieszka pośród ludzi, zmieniła jedynie „powłokę”…






Część pierwsza urzekała połączeniem rubasznego humoru, kina sztuk walki i seksu. W sequelu twórcy podbili stawkę w kwestii golizny, jeszcze częściej pozwalając sobie na full frontale. Postęp w pozostałych kwestiach budzi już jednak kontrowersje. Dowcip jest tu przaśny i zdecydowanie zbyt ciężki. Elementy wuxia ucieszą amatorów pojedynków w koronach drzew, ale wypada zaznaczyć, że nie są one jakoś szczególnie widowiskowe. Ot, hongkońska rutyna. Wizualnie rzecz ma w zanadrzu pomysłowe kadry i piekielnie odjechaną scenografię jamy, w której Wu Tung mieszka i przetrzymuje swe kochanki.
Składałoby się to może na względnie satysfakcjonujący seans, gdyby nie sama fabuła: obraz Chi-kwana to królestwo chaosu, którego początkujący reżyser nie był w stanie ująć w ryzy. Początek zapowiada baśniową opowieść o wiecznej miłości, potem scenariusz przemienia się w bałaganiarską błazenadę, która z czasem staje się coraz bardziej męcząca. Co zmiana tonu to coraz fałszywiej one brzmią. Efekt: akcja szybko przestaje widza w ogóle obchodzić.
Zostają cycki i okazjonalne przebłyski szaleństwa, jak w scenie, gdy Wu Tung uprawia seks z przepołowioną kobietą. Makabryczne, owszem, ale w umownym, Burtonowskim stylu, bez jazdy „po bandzie”. I gdyby „dwójka” poszła na całość właśnie tropem zwariowanej czarnej komedii z dużymi ilościami roznegliżowanych pań, to sztuka mogłaby się udać. Poprzednik miał podparcie w fabule Czarownic z Eastwick (1987), tutaj niestety takiego stabilnego kręgosłupa zabrakło. A najbardziej boli w tym wszystkim fakt, że tak wyrazisty aktor, jak Anthony Wong się marnuje w tym bajzlu, grę aktorską ograniczając do warczenia i strojenia głupich min w kiczowatym przebraniu rodem z Pana Kleksa w kosmosie (1988).

Pornograf i esteta. Ma gdzieś konwenanse. Do jego ulubionych twórców należą David Lynch, Stanley Kubrick, Gaspar Noé oraz Veit Harlan. Przyszedł ze śmiertelnego zimna, dlatego zawsze mu gorąco.





