Blood Delirium (1988)

Sergio Bergonzelli fanom włoszczyzny znany jest przede wszystkim jako twórca bajecznie pokręconego, tonącego w oparach absurdu giallo In the Folds of the Flesh (1970), które braki w logice fabularnej nadrabiało dużymi ilościami taniego gore i… wtrętami spod znaku nazisploitation na długo, zanim Italia zwariowała na punkcie sadystycznych esesmanów. Bergonzelli zaczynał jako aktor w latach 50., reżyserią zajął się w następnej dekadzie, debiutując przygodowym Seven in the Sun (1960), by potem — jak większość włoskich twórców kina gatunkowego — przeżyć flirt ze spaghetti westernem. W latach 70. skupił się głównie na filmach erotycznych, by do kina grozy powrócić z rozmachem w 1988 roku wraz z Blood Delirium, obrazem jak najbardziej godnym miana następcy In the Folds


Niejaka Sybille (Brigitte Christensen) doświadcza dziwnych wizji, w których nawiedzana jest przez inną wersję siebie samej. Ów sobowtór o parapsychicznych umiejętnościach to żona rozchwytywanego malarza Simona (John Phillip Law), która właśnie żegna się z tym światem na łożu śmierci. Wkrótce Sybille pozna Simona osobiście na jednej z jego wystaw i — ujęta jego komplementami — zgodzi się odwiedzić go w jego zamku.

Dla tych, którzy zastanawiali się, czy In the Folds of the Flesh było tylko jednorazowym wypadkiem przy pracy, Blood Delirium będzie stanowić jasną i stanowczą odpowiedź: nie, to Bergonzelli, on po prostu tak ma! Na początku ciężko wręcz połapać się w meandrach fabuły, bo reżysera i scenarzystę w jednej osobie interesuje głównie dorzucanie do pieca kolejnych petard: dopiero co zmarła małżonka malarza zostaje zgwałcona przez jego lokaja (piękny jak konie w galopie kulturysta Gordon Mitchell, znany głównie ze swych ról w kinie sandałowym z lat 50. i 60.) w trumnie, malarz dostaje fioła i pali swe obrazy, po czym wykopuje z grobu nadgniłą ukochaną, sadza przed pianinem i każe nieboszczce grać. Dodajmy do tego, że artysta ów uważa się za reinkarnację Van Gogha, w związku z czym maluje bohomazy stylizowane na swego mistrza, uchodząc jednocześnie w środowisku za geniusza (jego malarstwo jest zresztą zaskakująco nierówne i zróżnicowane, bo oprócz daremnych imitacji popełnia też banalne portrety i iście impresjonistyczne wizje z piekła rodem). To zaledwie skromne zawiązanie akcji, która przez najbliższe sto minut gnać będzie na złamanie karku (choć oddać też trzeba, że z czasem fabuła staje się nieco bardziej klarowna, nawet jeśli wciąż jest na bakier z logiką).

Mamy koniec lat 80., a więc okres kiedy włoskie kino gatunkowe – nie licząc wyjątków takich jak twórczość Michele Soaviego czy filmy Lamberto Bavy – kompletnie wymarło. Bergonzelli nic sobie z tego jednak nie robi, zachowuje się jakby w najlepsze trwały złote lata włoszczyzny i celuje w gotycki sztafaż: mamy tutaj ponure zamczysko, szalonego naukowca (w tym przypadku artystę) i jego odpychającego sługusa oraz damę w opałach, którą oswobodzić może jedynie ukochany. Żeby jednak nie było za nudno pośród tych wszystkich anachronicznych chwytów, trzeci Sergio do mieszanki dodaje przyprawy z rodzinnego zielnika. Wspomniany lokaj Simona to pierwszej wody zwyrol, który morduje kobiety, gwałci ich trupy, a następnie raczy się ich mięsem w towarzystwie swego ukochanego psa. Sceny nekrofilskich ekscesów i pozbywania się poćwiartowanych zwłok w kwasie z miejsca przywodzą na myśl Buio Omega (1979), można więc śmiało założyć, że Bergonzelli był pod wrażeniem pracy wykonanej przez Joe’go D’Amato. Z kolei z początku portretowany jako nieszkodliwy dziwak, Simon z czasem odsłania oblicze niezrównoważonego psychopaty, który zainspirowany poczynaniami swego popierdolonego służącego zaczyna wykorzystywać krew ofiar do malowania kolejnych „arcydzieł” — tutaj z kolei kłania się Color Me Blood Red (1965) Herschella Gordona Lewisa jako źródło inspiracji. Tymczasem uwikłana w ten cały cyrk Sybilla chętnie i regularnie zrzuca odzienie, by eksponować swój zgrabny biust (paradowanie topless jest tu zresztą obligatoryjne, do zestawu golasów doliczyć należy również Olinkę Hardiman, francuską gwiazdę porno znaną m.in. z Fine and Perverse Lingerie [1984]).


No dobrze, ale gdzie w tym wszystkim miejsce na stare, dobre straszenie w gotyckim duchu i budowanie nastroju? Ano nie ma go zbyt wiele. Twórca szczęśliwie woli skupiać się na prezentowaniu golizny i kolejnych elementach gore, którymi rzuca widzowi w twarz z gracją sycylijskiego rzeźnika. Puenta całej historii będzie jednak zgodna z prawidłami gotyckiego horroru, przynosząc zemstę zza grobu i stosowną karę dla bezbożnika, podczas gdy dwa rozdzielone duchy na nowo połączą się w jedność (czy jakoś tak, ten element pozostaje najtrudniejszy do rozgryzienia w fabule). Jak w najlepszych hollywoodzkich klasykach: jest czas na rozpustę i na pokutę. Tylko że Bergonzelli na tle jankeskich wyrobników jawi się niczym wyrafinowany twórca kina autorskiego, któremu giganci z Fabryki Snów mogliby w najlepszym wypadku pastować jaja. Makaroniarska ekstrawagancja w stanie tak czystym, że podana przez śluzówkę w mig rozjebałaby łeb nawet najmocniejszym zawodnikom przywykłym do wielodniowych maratonów.

Wydanie Blu-ray:

Vinegar SyndromeUSA, Region Free

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *